Re: polskie dziecko na emigracji

Re: polskie dziecko na emigracji

zgadzam sie po czesci z tym, co pisze donkaczka. wlasciwie w duzej czesci, bo skoro dziewczynka nie ma problemow z j. polskim, ma duzy kontakt z dziecmi polskimi, to moze to byc przypadek troche podobny do tego, ktory opisalam wczesniej. moze byc tak, ze dziecku po prostu latwiej jest porozumiewac sie w jezyku, ktory lepiej zna, wiec nie szuka specjalnie kontaktu z angielskimi dziecmi, tylko bawi sie z polskimi. nie chodzi tylko o ilosc godzin w przedszkolu, ale o kontakt z jezykiem w ogole. na miejscu autorki watku postaralabym sie ograniczyc kontakt z polskimi dziecmi na codzien. to automatycznie zwiekszy kontakt z angielskim, bo nie bedzie miala innego wyjscia, jak bawic sie z dziecmi angielskimi. moj starszy syn w wieku tej dziewczynki nie mial nawet polowy tych godzin w przedszkolu, ale to mu nie przeszkodzilo w nauce jezyka, bo jesli chcial chocby pobawic sie z kims na podworku, to MUSIAL porozumiec sie po szwajcarsku. jak czegos nie wiedzial, to pytal mnie, jak to powiedziec i wracal do dzieci. taka sytuacyjna, „praktyczna” nauka jezyka idzie naprawde blyskawicznie.

z najma sie natomiast nie zgodze. raczej watpie, ze jej dzieci sa dwujezyczne i pewnie za jakis czas w ogole nie beda mowic po polsku. moje dzieciaki urodzily sie i wychowuja w szwajcarii, ale po polsku mowia tak, ze jesli ktos nie wie, to nie uslyszy, ze nie wychowywaly sie w polsce. dokladnie to samo jest w odwrotna strone. starszy syn mowi po szwajcarsku dokladnie tak, jak jego koledzy. jak ktos nie wie, to nie kapnie sie, ze to nie szwajcar. idealna wymowa itd. gdybym jezyka uczyla go ja, nigdy nie mowil by tak, jak mowi. nie uczylam go jezyka, ale umozliwialam mu kontakt z jezykiem. choc w sumie, to on sam sobie ten kontakt w wiekszosci umozliwial, bawiac sie godzinami z kolegami z podworka smile. byly oczywiscie rozne zajecia itd., ale my go jezyka nie uczylismy. nie chodzil tez na zaden kurs jezykowy. jesli chce sie zachowac jezyk ojczysty, to rodzice nie powinni mowic do dzieci w jezyku tubylczym, bo to sie potem „msci”.

mam kolezanke, ktora w domu mowi prawie tylko po niemiecku. do meza po niemiecku i do dzieci z rozmachu tez czesto latwiej jej po niemiecku, choc niby chcialaby, zeby mowily po polsku. efekt jest taki, ze 4-letni syn mowi praktycznie wylacznie po niemiecku. polski rozumie, bo my mowimy do niego tylko po polsku, ale jesli nie powiem wyraznie, ze ma mi po polsku odpowiedziec, to odpowiada po niemiecku. po polsku mowi z niemieckim akcentem i wymowe ma typowo niemiecka. do matki po polsku sie wlasciwie wcale nie zwraca i sadze, ze polski u niego z czasem zostanie wyparty, byc moze nawet calkowicie, a dwujezyczny nie bedzie nigdy.

podobny problem maja tez inni znajomi. dorastajaca corka polski rozumie, ale nie mowi. jak pojada do polski, to dziadkowie nie moga z wnuczka porozmawiac, bo jej nie rozumieja.

ja nie mam „parcia na polski”, jak to ujela najma. po prostu uwazam, ze szkoda marnowac dziecku szanse na dodatkowy jezyk, ktory moze miec „za darmo”.

Comments are closed.